Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leukonoe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leukonoe. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 marca 2009

po raz nieomalże szósty

A jutro, czyli dziś, było futro i nastąpiły komplikacje. W wyniku których dzień wagarowicza w drugim dniu wiosny obszedł był swoje poprawiny. Nie jest Leukonoe dumna z tego za bardzo, ale aura zupełnie zapomniała, w jakim metrum odczytać powinna solvitur acris hiems i zawstydzona blondyna schowała nos pod kołdrę. Z mocnym postanowieniem poprawy.

sobota, 21 marca 2009

dzień wagarowicza

- Ahem, czy możemy jutro zamiast dziś? Tak jakby zaspałam... - bzyknął do mnie sms z położonej obok poduszki komórki, w porze dopiero co popołudniowej. Starając się trafić w odpowiednie klawisze odpowiedziałam mu równie sennie:
- Możemy, choć obawiam się, że wtedy do jutra nie wstanę... - myśl ma na chwilę zawisła w przestrzeni kosmicznej by po chwili powrócić kojącą odpowiedzią:
- To śpijmy dalej ;-) Jutro Cię zwalę z barłoga.
Jak na dobrze wychowane dziewczę przystało, odpisałam więc jeszcze:
- To dobranoc! - ...i z radością zakopałam się z powrotem.

Tak oto upłynął nam zatem pierwszy dzień wiosny, co to chyba jeszcze nie zauważył, że zima podobno się skończyła. W pierwszy wiosenny dzień Leukonoe zatem senną była. Biorąc pod uwagę zapomnianą przeze mnie z dawien dawna prastarą tradycję dnia wagarowicza można chyba uznać jej nieobecność za usprawiedliwioną?

piątek, 13 marca 2009

piątek trzynastego

Docieram wreszcie do BON i rozmawiam o widokach na wsparcie.
BUW w Starych Drukach oglądam 2 zamówione w środę książeczki: żywot pana Wacława i tegoż autora „chrześcianin modny”. W końcu przekartkowawszy 200 stronowego żywota w narzeczu, znajduję dokładne namiary na Rzewuskiego w PSB. Zaczynać od PSB, wniosek dnia dzisiejszego. Potem jeszcze „Emblemata Horatiana” i „Le theatre moral” – piękna książka! Niestety Leukonoe ani tu, ani tu. Za to Pani bibliotekarka kwiczy ze śmiechu na moją pieczątkę na deklaracji. Składam duuuuużo rewersów na poniedziałek i bardzo jestem z siebie zadowolona.

środa, 11 marca 2009

kto rano wstaje temu buw

Za sprawą wyciszonego telefonu nie zauważam smsa od Roberta odwołującego zajęcia. Tym to sposobem ląduję o 9 w BUWie – obwąchuję Stare Druki, za radą pani szukam Rzewuskiego w Estreicherze, składam 2 rewersy, z czego nawet jeden na temat
Potem jestem na literaturze, i dalej w bibliotece IFK – dokazuję z panem Lechem umawiając się na analizę przekładów Kubiaka i przepisuję carmina polonica w wykonaniu Witczaka. Mało horackowo, ale horackowy już poranek był, więc w zasadzie czuję się usprawiedliwiona.

sobota, 7 marca 2009

po raz czwarty: solidarnie w narzeczu

Ja dla odmiany duet Horacy + Leuconoe. Przedzieram się przez niemożliwie kwiecisty tekst pana Jean-Yves Maleuvre o Odach, solidaryzując się w czytaniu w narzeczu. Próbuję z niego coś wynotować potem metodą kasowania wodolejstwa, ale sprowadza się to do redukcji tekstu o połowę, czyli wciąż 5 stron. Eh, kiedy nauczę się wybierać... rezygnować... tracić... Potem rozmawiam z Karoliną o pomysłach pana żabojada i trendach w badaniach literackich.
Ania kończy czytać Rousseau i zapowiada groźnie, że za tydzień coś napisze.

Horacy na dziś:

piątek, 6 marca 2009

kara za objadanie ambasady?

W BUWie najpierw maniakalnie szaleję na konferencji żabojadzkiej i bezwstydnie obżeram z cateringowego obiadu ambasadę Francji, w międzyczasie nagabując spotkanych nativów o dylemat, z którym pozostawił mnie w czwartek dociekliwy uczeń (jak Francuzi mówią "wio" i "prrr"? - no jak? bo ja już wiem!). Potem uznaję występ konferencyjny za zakończony i docieram do czytelni. Składam 2 rewersy, przynoszę stertę czasopism i książek z wolnego dostępu. Pilnie przepisuję przekład Koreckiego z "Ogrodu", xeruję nic nie wnoszący artykuł Lama z „Metafory”, oglądam inne (potrzebne mi dla odmiany) artykuły i nie mogę się zdecydować czy je skserować czy nie. Bo mi się majaczy, że w BN tańsze ksero, to może lepiej w BN? Ale czy się opłaca chodzić tam jeszcze raz i wypisywać rewersy żeby oszczędzić parę zeta? No nie opłaca się. Ale nie mam pieniędzy... Uch, w obliczu tego impasu nie do pokonania odkładam więc pracowicie przyniesioną stertę na wózek. Ehhhhh, neuroprzekaźniki, uspokoić się proszę łaskawie, bo ja tu chyba jakąś energię wytracam.

środa, 4 marca 2009

WO - konsultacja pierwsza

Na okoliczność nieoczekiwanego spotkania z promotorem (sic!) uciekam z drugiej połówki tragicznego pieprzenia o Herodocie. Ale niewiele ustalamy niestety. Czyli staje na tym, na czym stało - że koncepcja się urodzi w trakcie pisania. I dr WO wzrusza się niezmiernie zobaczywszy swe nazwisko na sformatowanej przeze mnie stronie tytułowej, oraz deklaruje gotowość wypełnienia formularza w trosce o dalsze promgr poprawianie mi humoru. Nie jest źle, mogło być gorzej.

Wieczorem czytam Horace, Ode 1.11 by Michael Gilleland (konteksty u innych - ważne!).

wtorek, 3 marca 2009

jak się jednak sprawa przedstawia, gdy się rzecz bierze realnie?

Wywinąwszy orła na placu Konstytucji po miłej pogawędce z Jasiem docieram na Koszykową. A. łączy się w bólu siedząc w pracy nad referatem. Znajduję cudne Dwi ody do Parchoma, przepisuję jedną pracowicie do kajeciku, bo bateria zdążyła już paść a zasilacza nosić się nie chciało. I oglądam Ecce Poeta! Morstina. Tę książkę trzeba przeczytać definitywnie, mam nadzieję że jest i że mi ją pożyczą w IFK... Zadowolona z siebie wracam do domku i po nocy odę mailem komu się da maniakalnie rozsyłam.

Czekając na rewers oglądam jeszcze Kwartalnik klasyczny 1930 IV.1-2 i zapisuję sobie, żeby go z IFK pożyczyć do xero. A cóż z niego maniakalnie skserować zapragnęłam? Oto co:
  • Markowski Hieronim. Kilka uwag i życzeń, dotyczących nauki języka łacińskiego w gimnazjach. ss. 1-32 (18xA4)
  • Gostkowski, R. O dokształcaniu nauczycieli(-lek) filologów ss. 47-52 (4xA4)
  • Ganszyniec R. Pisownia imion greckich i rzymskich, ss. 53-64 (6xA4)
  • Bocheński T. O żywość i aktualność lekcyj filologii klasycznej ss. 163
  • Auerbach M. Gramatyka łacinska. Podręcznik do użytku szkół średnich, Złoczów 1929. (Biblijografja, ss, 220-221) – Recenzja Franciszka Smolki (urocza!) 2xA4

Doprawdy, same niezbędne pozycje. A z recenzji Auerbacha nawet przepisałam sobie kawałek:

Nawet najwięksi wielbiciele zasłużonego zresztą podręcznika Samolewicza muszę przyznać, że dziś jest on już przestarzały, że dzisiejszym wymogom i dzisiejszym stosunkom nie może on godnie odpowiedzieć zarówno ze względu na swój poziom naukowy jak i ze względów dydaktycznych. Fakt, że podręcznik ten prawie bez zmian przetrwał lat 40, mówi sam za siebie. Podręcznik Sinki, który pojawił się przed dwoma laty, nie zaspokoił potrzeby nowego podręcznika raz dlatego, że nie jest należycie przemyślany, jest trudny, a w szczegółach zawiera rzeczy nieścisłe, a powtóre dlatego, że napisał go wybitny prawie uczony, ale równocześnie człowiek, który z praktyka szkolną niezmiernie mało i bardzo dawno miał do czynienia. A zatem i dalej musiała szkoła uważać, że sprawa dobrego podręcznika gramatyki łacińskiej dla szkół średnich jest kwestją otwartą.

(…)

Jak się jednak sprawa przedstawia, gdy się rzecz bierze realnie, tzn. czy rzecz jest do przeprowadzenia w wykonaniu praktycznem?

To ostatnie zdanie powinnam chyba uznać za moje życiowe motto.

poniedziałek, 2 marca 2009

Nie wiedzieć po co...

...rozpisuję Leukonoe na sylaby i mory w excelu. Tja. Mania rulez, obawiam się, bo kładę się potem z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

niedziela, 1 marca 2009

na dobry początek marca

...kończę wypisywać to, com wczoraj przeczytała i piszę (sic! sic! sik!!!!!) kawałek o Petrycym. Będzie trzeba jakoś nauczyć się odżałowywać te urocze cytaty z dawnych filologów, obawiam się srodze. Najchętniej to bym całą pracę z cytatów posklejała.

sobota, 28 lutego 2009

po raz trzeci: ciągle czytelnia

Ania dalej czyta Rousseau, uzbrojona w różowy flamasterek. Ja porządkuję pliki i bibliografię, czytam parę xerówek i wypisuję z nich co lepsze kawałki. Czyli:
1) Ogrodziński o Petrycym
2) Bruckner o Petrycym
3) J. R. Kaczyński Problemy z Leukonoe
4) J. Zawadzki Horacy o języku i słowach

Dobrze jest! Nieco maniakalnie, ale dobrze.

niedziela, 15 lutego 2009

po raz pierwszy: rekonesans & próba generalna

A jednak nam się udaje. Ania przynosi kilogramy makulatury, 3 paczki siana dla Szczeżujstwa, obwąchuje i zaznacza teren, instaluje co trzeba. Po drodze pyta mnie:
- Masz alkohol?
- Jakiś mam... ajerkoniak i nalewki...

A tu się okazuje, że to alkohol przez ch miał być. W dodatku 120%. Nie miałam. Ja bez fajerwerków, ale coś tam dziubnęłam. Przerobiłam wordową listę przekładów na tabelkę, nareszcie mogę zmienić marginesy. Odpisałam prof. Ax., co to próbuje się wykpić. I porozdzierałam trochę szaty po cichu, bo jakoś wizji pracy na razie brak. Ania poczytała własną tfurczość, coś wklepała i polazła. Ja zaś mocnym postanowieniem poczytania czegoś do egzaminu z dramatu zasnęłam słodko.

sobota, 7 lutego 2009

falstart

...czyli "niedziela słabości i spania". Z mojej strony osiągnięcie w postaci odgruzowania domu i okolic okołoszczeżujskich. I ciasto upiekłam! Piszę maila do prof. Ax. i dziubdziam sobie plik z przekładami. Z częścią merytoryczną postanawiam (a raczej: Samosię postanawia) solidarnie zaczekać na Anię.