Koniec tego dobrego, zakładamy siodełka.
Najpierw do IPiN. Potem do Buwu albo na Koszykową, ew. BN, gdyby dało się tam znaleźć Marysię. Jeśli Buw, to uprzednio IFK - sprawdzić termin egzaminu. A może można tam zadzwonić? Potem terapia. Potem do domu z powrotem do literatury. Prozy, konkretnie rzecz biorąc. Greckiej, a może łacińskiej. W zależności od tego, co urodzi się przedtem. Do maila wolno spojrzeć dopiero przed snem. Przed! I nie kładziemy się po 23, bo jutro trzeba rano wstać.
Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje. Lekcję francuskiego, kochane pieniążki z kwestury, Buw i odwiedziny u wujka Czarka. A potem zęby w rękach pani Renatki i jeszcze jeden francuski na deser. A potem można już spać. Sprawdziwszy pocztę uprzednio, jakże bym mogła o tym zapomnieć...
Ewentualnie jeszcze - dziś po poczcie do kwestury, potem IFK, potem IPiN. Jutro prosto z Mariensztatu do Buwu - wygląda rozsądniej. I obiad z Czarkiem, zanim moja straszna pani zębistka dopadnie mnie w swoje szpony i uszczupli domowy budżet.
+ + + D Y S C Y P L I N A P O D S T A W Ą M I Ł O Ś C I + + +
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzamin proza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzamin proza. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 9 czerwca 2009
środa, 1 kwietnia 2009
prima aprilis
Rano FR z Robertem, potem siedzę w FC w necie. Leń mnie dopada i uznaję, że bez zajęć Mielczarskiego przeżyję - postanawiam dzielnie, że zamiast tego pójdę do domu i przeczytam Tukidydesa z tej okazji. Hm, warto by dotrzymać tego chlubnego postanowienia. Po południu wizyta u dr K-Ż, dobra, choć zapomniałam ją zapytać o kilka spraw. A w ogóle to sto lat temu zapisywałam się na 1 IV z referatem o liryce archaicznej, żartując, że to będzie prima aprilis. I wyszło na moje, bo tydzień temu wylądowałam w IFK i okazało się, że nastąpiło przetasowanie terminów. Tym sposobem mój referat przeminął z wiatrem. Co z jednej strony jest miłe, a z drugiej mało konstruktywne. Cóż. Ananke kai hoi theoi ouk makhesin, czy jakoś tak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)